Kozacy, Rosjanie i Ukraińcy po stronie polskiej w wojnie 1920 r.

 (fragmenty)


Jarosław Gdański 

 

W czasie wojny polsko-bolszewickiej na ziemiach polskich znalazło się pięć potencjalnych źródeł uzyskiwania żołnierzy i kadry dowódczej mogącej służyć w niepolskich jednostkach ochotniczych walczących przeciwko bolszewikom. Były to:

a) obozy internowanych, gdzie przebywali żołnierze jednostek „białogwardyjskich” i ukraińskich, których wojenne losy rzuciły do Polski;

b) obozy jenieckie, w których przebywali jeńcy bolszewiccy;

c) wracające przez Polskę do domu transporty zwalnianych z niewoli jeńców pochodzenia rosyjskiego i ukraińskiego, przebywających do tej pory w Niemczech;

d) pragnące dalej walczyć przeciwko bolszewikom resztki wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej, które znalazły się po polskiej stronie frontu;

e) grupy ludności zamieszkującej polsko-rosyjskie pogranicze, które nie czuły się Polakami, a wyrażały gotowość czynnego udziału w walce zbrojnej, u boku wojsk polskich, w celu uzyskania niepodległości zamieszkiwanych przez siebie ziem.

Źródła te mogły być wykorzystane przy dużej dozie ostrożności, zwłaszcza gdy chodzi o oba typy obozów jenieckich. Znajdujący się w nich jeńcy bolszewiccy i żołnierze walczący o powrót carskiej lub „demokratycznej” Rosji nie czuli sympatii do Polski. „Biali” Rosjanie uważali ją bowiem za część imperium rosyjskiego, natomiast „czerwoni” – za teren „misyjny” dla wprowadzania w życie haseł rewolucji.

Z takiego stanu rzeczy strona polska zdawała sobie sprawę, czego dowodem może być np. odmowa włączenia do rosyjskich wojsk sojuszniczych kozackiego „czerwonego” pułku kawalerii im. Trockiego, który „zdezerterował” na stronę polską z zamiarem szerzenia propagandy bolszewickiej w szeregach Wojska Polskiego i w obozach jenieckich.

Sprzymierzone wojska ukraińskie

 Po rewolucji lutowej w Rosji przedstawiciele różnych ukraińskich ugrupowań i organizacji politycznych, wywodzących się głównie z Towarzystwa Ukraiskich Postępowców, utworzyli tzw. Centralną Radę – namiastkę pierwszego ukraińskiego parlamentu. Rada wyłoniła spośród siebie Komitet Wykonawczy, na którego czele stanął prof. Mychajło Hruszewśkyj. W maju do Piotrogradu wyjechała delegacja Centralnej Rady z postulatami szerokiej autonomii dla Ukrainy, zwolnienia jeńców pochodzących z Galicji oraz ukrainizacji jednostek rosyjskich znajdujących się na ziemiach ukrainnych, a także samodzielności szkolnictwa i administracji.

Wobec negatywnego stanowiska Rządu Tymczasowego w tej sprawie Rada 25 kwietnia 1917 r. wydała swój pierwszy uniwersał, w którym stwierdzała „od dziś sami będziemy tworzyć nasze życie”. Jednakże aż do początków następnego roku nie nastąpiło oficjalne zerwanie z Rosją. Nawet w będącym reakcją na przewrót bolszewicki tzw. III Uniwersale Centralnej Rady (z 20.11.1917 r.), proklamującym powstanie Ukraińskiej Republiki Ludowej, nadal podkreślano federacyjny związek Ukrainy z Rosją.

Dopiero stworzenie przez obradujący w grudniu 1917 r. w Charkowie I Wszechukraiński Zjazd Delegatów Robotniczych, Żołnierskich i Chłopskich politycznych podstaw do powołania na Ukrainie władzy bolszewickiej spowodowało zerwanie z Rosją. Centralna Rada 22 stycznia 1918 r. proklamowała niepodległość URL. Niepodległość ta została potwierdzona przez traktat brzeski, który 9 lutego 1918 r. URL podpisała jako jedna ze stron, obok leninowskiej Rosji i państw centralnych. Ale już w następnym miesiącu rozpoczęła się niemiecko-austriacka okupacja niepodległej Ukrainy.

Pod patronatem pastw centralnych 29 kwietnia 1918 r. Centralna Rada uchwaliła w Kijowie konstytucję i wybrała prof. Hruszewskiego na prezydenta URL. Jednakże obradujący równolegle Ukraiński Zjazd Chłopski ogłosił tego samego dnia Pawła Skoropadskiego hetmanem Ukrainy. Dokonał on przy pomocy Niemców zamachu stanu i proklamował utworzenie w miejsce URL Państwa Ukraińskiego. Władzę swą sprawował formalnie do 14 grudnia 1918 r. Przeciwko hetmanowi wybuchło powstanie w większości ukraińskich guberni. Przyczynili się do niego czołowi politycy URL, którzy 13 listopada 1918 r. powołali władzę wykonawczą – tzw. Dyrektoriat URL – z przewodniczącym Wołodymyrem Wynnyczenko i Głównym Atamanem (czyli Naczelnym Wodzem) wojsk ukraińskich Semenem Petlurą na czele.

Niemal jednocześnie zaczęto formować jednostki wojskowe URL. W krótkim czasie utworzono sześć pierwszych dywizji, każda w składzie trzech brygad piechoty z artylerią oraz pułków kawalerii i technicznego. W ciągu 1919 r., pomimo trudnej sytuacji wojskowo-politycznej, zdołano podwoić siły zbrojne, które składały się teraz z 12 dywizji prowadzących walkę przeciwko bolszewikom i „białym” Rosjanom.

Drugim centrum tworzenia się państwowości ukraińskiej była należąca jeszcze wówczas do Austrii Galicja. 18 października 1918 r. ukraińscy posłowie do parlamentu austriackiego powołali Ukraińską Radę Narodową. Następnego dnia URN ogłosiła zespolenie wszystkich ukraińskich obszarów etnicznych monarchii habsburskiej. W Wiedniu 25 października 1918 r. powołano organ wykonawczy władzy ukraińskiej – Delegację Wykonawczą, czyli namiastkę rządu. W Galicji i na Bukowinie powstały komitety pomocnicze URN, mające na miejscu prowadzić działalność niepodległościową.

W nocy z 31 października na 1 listopada 1918 r. rozpoczęły się we Lwowie walki polsko-ukraińskie. W ich trakcie, 13 listopada 1918 r., została proklamowana Zachodnio-Ukraińska Republika Ludowa. Tworzyły się również siły zbrojne ZURL. Ukształtowały się one początkowo w postaci dwunastu brygad piechoty, brygady kawalerii oraz silnej artylerii – razem ok. 80 tys. ludzi. Ukraińską Armią Galicyjską, gdy taką nazwę przyjęło wojsko ZURL, dowodził gen. Mychajło Omelianowycz-Pawlenko, a jedną z brygad – 7. Lwowską - ppłk armii austriackiej Alfred Bisanz. Ostatecznie siły ukraińskie doszły do stanu czternastu w pełni sformowanych brygad piechoty, podzielonych na trzy korpusy, wspartych silną artylerią oraz jednostkami kawalerii i saperów. W toku działań wojennych przeciwko Polsce dokonano zmiany dowódcy UAG. Pawlenkę zastąpił gen. Aleksandr Grekow, który odniósł sukcesy w czasie działań przeciwko Wojsku Polskiemu w czerwcu 1919 r.

Pod koniec listopada 1918 r. powstał również sowiecki rząd Ukrainy, który natychmiast zwrócił się do Moskwy o pomoc wojskową i już 1 stycznia 1919 r. wojska bolszewickie wkroczyły do Charkowa, a w lutym zajęły Kijów, tworząc Niezależną Ukraińską Sowiecką Republikę Socjalistyczną. Niemal jednocześnie z wkroczeniem wojsk bolszewickich na Ukrainie rozpoczął się „czerwony terror”.

W obliczu nowego zagrożenia 22 stycznia 1919 r. ogłoszono akt zjednoczenia obu ukraińskich organizmów państwowych w jeden – Ukraińską Republikę Ludową. W wyniku niepomyślnego dla strony ukraińskiej przebiegu działań w wojnie na dwa fronty Ukraińcy 16 czerwca 1919 r. podpisali we Lwowie rozejm ze stroną polską, a w sierpniu 1919 r. połączone armie ukraińskie odzyskały Kijów.

Miesiąc później przeciwko Ukraińcom wystąpił trzeci wróg – rosyjska „biała” armia gen. Antona Denikina. W ten sposób wojska ukraińskie znalazły się w swoistym „trójkącie śmierci” pomiędzy „białymi” Rosjanami, bolszewikami i Polakami. W tej sytuacji Petlura zdecydował się na „mniejsze zło” i rozpoczął rozmowy z Polską, zakończone podpisaniem 1 września 1919 r. zawieszenia broni pomiędzy obu stronami. Za linię rozgraniczenia wojsk uznano Zbrucz, czyli wschodnią granicę dawnej Galicji. Jednocześnie zgodzono się na wymianę jeńców.

Jeszcze przed podpisaniem porozumienia o zawieszeniu broni strona polska zgrupowała jeńców ukraińskich w obozie nr 3 w Łańcucie, skąd do grudnia 1919 r. byli wysyłani na tereny zajęte przez wojska wierne Petlurze.

Kolejne klęski ponoszone przez Ukraińccską Galicyjską Armię w walkach z Armią Ochotniczą Denikina spowodowały uszczuplenie się zbrojnych sił URL. Kadra dowódcza i żołnierze nie mogli się pogodzić się z polityką ustępstw na rzecz Polski, gdyż przekreślało to ich dotychczasowy dorobek niepodległościowy. Jednostki UAG przeszły więc najpierw na stronę Denikina, a następnie zostały włączone do Armii Czerwonej. W tej sytuacji 15 listopada 1919 r. nastąpił upadek Dyrektoriatu. Wszystkie jego uprawnienia zostały przekazane Petlurze, który 7 grudnia 1919 r. przybył do Warszawy i rozpoczął rozmowy z Polakami. W trzeciej dekadzie kwietnia 1920 r. zostały podpisane polsko-ukraińska umowa państwowa i konwencja wojskowa.

Według ustaleń umowy, podpisanej w Belwederze w nocy z 21 na 22 kwietnia przez Jana Dąbskiego i Andryja Liwyćkiego, Polska uznawała prawa Ukrainy do niepodległości oraz rząd URL na czele z atamanem Petlurą. Polska zobowiązała się wyzwolić obszary ukraińskie na zachód od Dniepru i przekazać je stronie ukraińskiej. Z kolei Ukraina zrzekała się ziem położonych na zachód od Zbrucza i Horynia. Na mocy ustaleń umowy strona polska, przy wsparciu jednostek ukraińskich, rozpoczęła tzw. wyprawę kijowską. I chociaż ostateczny wynik wojny by dla Polski korzystny, to podjęcie rokowań z bolszewikami i wieńczący je traktat ryski z 18 marca 1921 r. były końcem demokratycznego państwa na Ukrainie. Podpis pod traktatem złożyła bowiem delegacja Ukrainy sowieckiej, a nie Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Jeszcze przed podpisaniem umowy i konwencji wojskowej polskie władze wojskowe zgodziły się na utworzenie jednostek ukraińskich z żołnierzy przebywających w obozach internowania w Łańcucie i Dąbiu oraz w rejonie Kamieniec Podolski–Starokonstantynów–Proskurów. Już 10 stycznia 1920 r. Komenda Główna Wojsk Ukraińskich wyznaczyła na dowódcę mającej się formować w okolicach Kamieńca Podolskiego 4. Brygady Strzelców atamana O. Szapowała. Podstawą formowania stał się 1. kadrowy pułk piechoty, który został przeformowany na samodzielne bataliony nr 10, 11 i 12 oraz baterię artylerii.

W lutym i marcu 1920 r. z działających do tego czasu w powiecie jampolskim i mohylowskim oddziałów partyzanckich tworzyła się Samodzielna Brygada płk. Ołeksandra Udowyczenki. W jej skład weszły: 1. mohylowski pp, samodzielny batalion galicyjski, resztki 4. Brygady Galicyjskiej, doński pułk kawalerii, oddział konny płk. J. Biekego, oddział konny płk. W. Sinagyja, konna sotnia Kozaków Kubańskich sotn. O. Juszkewycza, dywizjon artylerii i kompania saperów.

Obie te jednostki zostały połączone na mocy rozkazu MSWojsk. nr 119 z 20.03.1920 r. w 2. Dywizję Strzelców, której dowództwo objął płk Udowyczenko. 4. BS dowodził teraz płk Pawło Szandruk, a Samodzielną BS przemianowaną na 5. BS płk Burkiwśkyj. W skład dywizji weszły również dywizjon artylerii, 2. pułk techniczny ppłk. Charczenki i 2. pułk kawalerii esauła Frołowa, który przeszedł do wojsk ukraińskich z korpusu gen. Bredowa. Sprzęt i uzbrojenie dywizja otrzymała od polskiej 18. DP. Jednocześnie na rozkaz MSWojsk. uruchomiono w Dunajowcach wytwórni sukna, co pozwoliło do połowy kwietnia jednolicie ubrać 2. DS.

Dywizja po sformowaniu w maju 1920 r. liczyła 358 oficerów i 1039 podoficerów i szeregowych, 315 koni wierzchowych i 164 taborowe, 48 ckm i 10 dział polowych], chociaż „do boju” 400–450 bagnetów i 170–185 szabel oraz dwie pięciodziałowe baterie artylerii. Stan taki wynikał z tego, że gotowych było tylko po jednym batalionie w każdej brygadzie, a dwa kolejne były dopiero w trakcie formowania i szkolenia.

Kolejne ukraińskie jednostki rozpoczęto formować na mocy rozkazu z 8.02.1920 r. Były to 6. DS i 6. Zapasowa BS, pozostające pod dowództwem płk. dypl., a następnie gen. chor. Marka Bezruczko. Według stanu na 15 maja 1920 r. dywizja, składająca się z 16. BS (46. i 47. bataliony strzelców – dowódca ppłk Roman Suszko) i 17. BS (49. i 50. bs – ppłk Woroniew ), 6. Brygady Artylerii (płk Aleksejew), 6. dywizjonu kawalerii (ppłk Janczewśkij), kompanii saperskiej i służb liczyła 239 oficerów, 2253 podoficerów i szeregowych oraz 9 cywili, z tego „do boju” 135 oficerów i 968 bagnetów oraz 280 szabel, a także 36 ckm i 4 działa.

Polsko-ukraińska tajna konwencja wojskowa, stanowiąca dodatek do umowy politycznej, została zawarta 24 kwietnia 1920 r. przez pełnomocników strony polskiej mjr. Walerego Sławka i kpt. Władysława Jędrzejewicza oraz strony ukraińskiej gen. Sinklera i ppłk. Dydkowskiego. Armia ukraińska składać się miała z sił liniowych i zapasowych. Siły liniowe tworzyły trzybrygadowe dywizje piechoty – po 9 batalionów każda, a do tego artyleria, kawaleria dywizyjna, saperzy i służby.

Jako przykładem możemy tu posłużyć się ukraińską 1. Zaporoską DP, którą dowodzili kolejno gen. chor. (czyli gen. bryg.) A. Hułyj-Hulenko, a następnie gen. chor. M. Bazylśkyj. Składała się ona z trzybatalionowych brygad – 1. pod dowództwem płk. I. Dubowyja, 2. płk. I. Litwynienki i 3. płk I. Trockiego, trzydywizjonowej 1. brygady artylerii płk. S. Roszczenki oraz pułku kawalerii „Czarnych Zaporożców” dowodzonego przez płk. Petra Diaczenkę.

W składzie dywizji utworzono również dwubatalionową 1. brygadę zapasową, którą dowodził płk W. Osmołowśkyj. Brygady zapasowe, liczące najczęściej po jednym batalionie zapasowym na brygadę piechoty, były jednocześnie dowództwami terytorialnymi. I choć formowanie dywizji przeciągnęło się do lata 1920 r. i późno weszła ona do walki, to jednak była to jedna z niewielu ukraińskich jednostek, której skład odpowiadał warunkom umowy. Jednakże utworzenie tej jednostki oraz trzech innych dywizji - 2. Wołyńskiej DS (gen. chor. O. Zagrodśkyj), 4. Kijowskiej DS i 5. Chersońskiej DS (płk Andrij Dołud) – stało się możliwe dopiero od maja 1920 r., kiedy to na stronę polską przeszły jednostki byłej UAG dowodzone przez gen. Omelianowycza-Pawlenkę, liczące 397 oficerów oraz 5950 podoficerów i szeregowych, a także 144 ckm i 14 dział polowych.

Oddziały ukraińskie, nad którymi dowództwo objął gen. Pawlenko, skierowano wraz z polską 6. Armią gen. por. Wacława Iwaszkiewicza na południowy odcinek frontu. Pomimo oporu Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego w czerwcu 1920 r. do wojsk gen Pawlenki przydzielono 3. Żelazną DS, 29 maja przemianowaną z 2. DS. Również w maju włączono do armii gen. Pawlenki 5. Chersońską DS, na razie w składzie 2 batalionów piechoty, baterii artylerii i pułku kawalerii. Poza siłami podporządkowanymi dowództwu ukraińskiemu znajdowała się 6. Siczowa DS gen. Bezruczki, walcząca w składzie polskiej 3. Armii.

Jednakże dalsze uzupełnianie i rozbudowa sił ukraińskich, które liczyły teraz ok. 10 tys. ludzi, z tego ok. 5 tys. w pierwszej linii, okazała się niemożliwa z powodu wyczerpania się źródeł werbunku w obozach jenieckich. Na werbunek do jednostek ukraińskich w Galicji Wschodniej nie zgodził się Piłsudski. Strona polska zgodziła się za to na przejazd przez Polskę 10 tys. jeńców pochodzenia ukraińskiego z armii rosyjskiej z czasów I wojny światowej, przebywających jeszcze na terenie Niemiec. Po krótkiej kwarantannie w obozie w Łańcucie mieli by oni formowani w bataliony marszowe i kierowani do Berdyczowa, gdzie mieściło się dowództwo wojsk ukraińskich. Pozwoliło to na podniesienie stanu frontowego jednostek do ok. 10 tys. i dokończenia formowania i uzupełniania dywizji piechoty oraz samodzielnej dywizji kawalerii.

Była to nowa jednostka sformowana z resztek kawaleryjskich pułków obu armii ukraińskich uzupełnionych o ochotników i zmobilizowanych na wyzwolonych terenach oraz jeńców z obozów jenieckich i internowanych. Składała się z 1. Brygady Kawalerii (płk Smolśkyj), którą tworzyły 1. łubieński pkaw. im. H. Żeleźniaka (ppłk A.Hołub) i 2. zaporoski pkaw. (ppłk D. Zupinas), 2. Brygady Kawalerii (ppłk M. Lubyniec) w składzie 3. błękitnego pkaw. (ppłk P. Zabaryło) i 4. pkaw. im. koszowego Iwana Sirko (ppłk R. Korczyniw) oraz dywizjonu artylerii konnej (płk O. Ałmazow) i pułku zapasowego.

W kwietniu 1920 r., na obszarze od Dniestru do środkowego Dniepru, przeciwko wojskom polskim i sprzymierzonym siłom ukraińskim walczyły dwie armie bolszewickie i trzy brygady Czerwonej Ukraińskiej Armii Galicyjskiej.

Jeszcze przed rozpoczęciem polskiego uderzenia dwie brygady ukraińskie zbuntowały się i wystąpiły przeciwko Armii Czerwonej. 23 kwietnia 1920 r. 2. brygada galicyjska zaatakowała odwodowe jednostki bolszewickiej 45. DS, a następnie ruszyła dwiema kolumnami w kierunkach na Mohylew Podolski i Winnicę. Natomiast 24 kwietnia opuściła linię frontu 3. brygada galicyjska i okopała się koło stacji Mytki obok linii kolejowej Mohylew–Merynki. Wydzielenie przez dowódcę 14. Armii Hieronima Uborewicza części sił do stłumienia buntu jednostek ukraińskich oraz rozwój działań partyzanckich zwolenników Petlury na zapleczu bolszewików osłabiły siłę oporu przed polskim uderzeniem. Wierność Armii Czerwonej zachowała 1. brygada galicyjska powstała z wojsk I Korpusu UGA

Naczelny Wódz 17 kwietnia 1920 r. wydał rozkaz uderzenia na południowym odcinku frontu w celu wyprzedzenia działań bolszewickich spodziewanych przez stronę polską na Wołyniu i Podolu. Uderzenie polskie, które przeszło do historii jako „wyprawa kijowska”, rozpoczęło się 25 kwietnia 1920 r. Po zajęciu na drugi dzień Żytomierza wojska polskie ruszyły na Kijów. Jednostki polskiej 6. Armii i sprzymierzone siły ukraińskie prowadziły w początkach polskiego uderzenia tylko działania wiążące, a do przodu ruszyły dopiero po trzech dniach. Bezpośrednie uderzenie na Kijów rozpoczęło się w nocy z 5 na 6 maja, a samo miasto zostało zajęte 7 maja. Trzy dni później ataman Petlura odbierał w Kijowie defiladę oddziałów ukraińskich.

Jednakże 27 maja inicjatywa strategiczna przeszła w ręce bolszewików. Przerwanie frontu południowego przez ściągniętą z Kaukazu 1. Armię Konną  Siemiona Budionnego oraz odwrót wojsk polskich spowodowały ewakuację do Łańcuta jednostek zapasowych, a do Rzeszowa i Tarnowa urzędów cywilnych Ukraiskiej Republiki Ludowej. W walkach odwrotowych z konnicą Budionnego pod Zamościem wyróżniła się ukraińska 6 DS.   

Po zawarciu rozejmu na froncie polsko-bolszewickim strona polska, chcąc doprowadzić do końca negocjacje pokojowe, musiała podjąć decyzje co do swoich dotychczasowych sojuszników. Pod naciskiem Sejmu władze wojskowe nakazały formacjom sojuszniczym opuszczenie terytorium Polski do dnia 2 listopada 1920 r. Jednoczenie wydano oświadczenie, że w razie ich powrotu na tereny polskie z bronią w ręku zostaną one rozbrojone i internowane. W ten sposób wypowiedziano układ sojuszniczy z Ukraińską Republiką Ludową z 21 kwietnia 1920 r.

Petlura zdecydował się więc prowadzić dalsze działania wojenne przeciwko Rosji bolszewickiej bez pomocy polskiej, ale w sojuszu z jednostkami rosyjskimi podporządkowanymi Komitetowi Rosyjskiemu Sawinkowa oraz kozacką dywizją Jakowlewa.

Wykorzystując obecność oddziałów polskich, jednostki rosyjsko-ukraińskie zajęły w początkach listopada 1920 r. całe Podole i skierowały się na Bracław. Kontrnatarcie wojsk bolszewickich z 10 listopada zakończyło się powodzeniem. Jednostki Armii Czerwonej przełamały prawe skrzydło wojsk podporządkowanych Petlurze, co spowodowało wycofywanie się wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej w kierunku polskiej granicy. Odwrót odbywał się w dużym pośpiechu i przy braku ogólnej koordynacji, co prowadziło do dużych strat w ludziach i sprzęcie.

Granicę polską jednostki ukraińskie, w liczbie ok. 20 tys., przeszły 21 listopada 1920 r. Zostały one rozbrojone nad Zbruczem, następnie żołnierzy zgromadzono w Ramowanym Siole i przewieziono do obozów internowania – przede wszystkim w Kaliszu, Szczypiornie, Aleksandrowie Kujawskim, Strzałkowie, Łańcucie i Wadowicach, gdzie przebywali do 1924 r.

Na ziemie polskie trafiło więc ok. 40 tys. byłych wojskowych i urzędników URL, w tym 65 posłów, 14 ministrów, ok. 1680 urzędników, 3530 oficerów i ok. 11,5 tys. podoficerów i szeregowych. Część z nich udała się na emigrację, część podjęła służbę w Wojsku Polskim jako oficerowie kontraktowi, inni przystosowali się do nowych warunków życia.

Jednakże swoistą miarą zawodu, którego doznali co do Polski jako sojusznika, mógł być znaczący udział emigracji ukraińskiej w Polsce w tworzeniu przez Niemców oddziałów zbrojnych i administracji lokalnej na ziemiach dawnej Galicji Wschodniej włączonych do Generalnego Gubernatorstwa w latach 1941–1944.

 UKRAIŃSKI SOJUSZNIK

W wyniku polsko-ukraińskiego zawieszenia broni z l IX 1919 roku uzgodniono procedurę wymiany jeńców wojennych, która miała być przeprowadzona w ciągu piętnastu dni. W tym celu do Warszawy przybyła ukraińska misja wojskowa. Aby sprawnie przeprowadzić tą akcję władze polskie zgrupowały jeńców zza Zbrucza w obozie w Łańcucie, skąd do końca września zostali odesłani na tereny zajęte przez armię Republiki Ukraińskiej. Na przełomie 1919 i 1920 roku zreorganizowane i uzupełnione wojska UNR pod dowództwem gen. M. Omelianowycza-Pawlenki podjęły I zimowy pochód, wychodząc na tyły Armii Czerwonej. Część jednostek przeszła jednak linie polskie, gdzie zostały rozbrojone i internowane. W myśl instrukcji MSWojsk. RP potraktowano je jako ochotników obcej przynależności państwowej".41

Rozkazy o przejściu do wojny nieregularnej doprowadziły do wykrwawienia i przemęczenia UNA, jednakże z drugiej strony podtrzymały wolę walki u ludności oraz wzmacniały pozycję Dyrektoriatu w rokowaniach z Polską. Jeszcze przed podpisaniem konwencji sojuszniczej władze polskie wyraziły zgodę na tworzenie jednostek ukraińskich w obozach w Łańcucie i Dąbiu oraz na Podolu. Na przełomie stycznia i lutego 1920 roku utworzono l kadrowy pułk piechoty, BP gen. O. Udowyczenki i baterię artylerii. Jednostki te przekształcono następnie w 2 dywizję piechoty. W skład dywizji weszły dodatkowo: dywizjon artylerii, 2 pułk techniczny, 2 pułk kawalerii. Sprzęt i uzbrojenie Ukraińcy otrzymali od polskiej 18 DP. Na mocy rozkazu z 8 II sformowano kolejno 6 DP i 6 zapasowy BP pod dowództwem płk. M. Bezruczki. By usprawnić organizację UNA utworzono Ekspozyturę do Spraw Ukraińskich na czele z kpt. I. Ulrychem, która miała zająć się uzbrojeniem, ekwipunkiem i szkoleniem według polskich wzorów. Podpisana 24 kwietnia tajna konwencja wojskowa zakładała, że armia UNR miała składać się z sił liniowych i zapasowych. Jednostki bojowe tworzyły trzybrzgadowe dywizje piechoty - po dziewięć batalionów. 5 maja 1920 roku jednostki gen. M. Omelianowycza-Pawlenki straciwszy 60% swego stanu, osiągnęły polskie linie bojowe. Wówczas to utworzono dalsze trzy dywizje - 2 Wołyńską DP (gen. chór. O. Zamrodśkyj), 4 Kijowską DP i 5 Chersońską DP (płk O. Dołud).

Tabl. l. Skład UNA z 6 V 1920 roku.

Jednostka

Oficerowie

Żołnierze

Km.

Działa

Zaporoska l DP

140

1 100

25

6

Wołyńska 2 DP

100

950

22

2

Żelazna 3 DP

110

840

20

4

Halicka Brygada Kawalerii

90

620

6

-

Samodzielny Pułk Kawalerii

27

170

4

-

Kompania Konna Sztabu Armii

12

160

4

-

Razem

479

3840

81

12

Mimo że potrzebowały one przede wszystkim uzupełnień, 26 V skierowano je na południowy odcinek 6 armii WP (gen. W. Iwaszkiewicz) w rejon: Kamieniec Podolski - Ploskirów - Żmerynka. Wydzieloną 6 Siczową DP (gen. M. Bezruczko) skierowano na kierunek kijowski do składu polskiej 3 armii. Dalsze uzupełnienia i rozbudowa sił ukraińskich okazała się niemożliwa z powodu braków kadrowych. Na werbunek w Galicji i Wołyniu nie wyrażono zgody, a strona polska jedynie zezwoliła na przejazd 10 tyś. jeńców pochodzenia ukraińskiego. W większości byli to żołnierze byłej armii rosyjskiej, którzy dostali się do niewoli na początku I wojny światowej. Po krótkiej kwarantannie w Polsce mieli być oni formowani w bataliony marszowe i skierowani do Berdyczowa, gdzie mieściło się dowództwo wojsk ukraińskich.

Jak donosił raport oddziału 6 armii polskiej: UNA amunicji posiada wystarczającą ilość. „Oficerowie i żołnierze nie otrzymują regularnych poborów. Zaopatrzenie odbywa się drogą rekwizycji lub wymiany na zdobycz wojenną. Dyscyplina przedstawia dużo do życzenia. [...] Wiele karabinów podczas walki i marszów [...] zostało rozdane między chłopów. Umundurowanie bardzo marne, przeważnie mundury austr[iackie], niem[ieckie], a częściowo ros[yjskie]. U oficerów frencze ang[ielskie] zdobyte na Denikinowcach. Zaopatrzenie w żywność odbywało się drogą zamienną, za zdobyczne konie i cukier, [...] oraz za gotówkę otrzymaną w drodze kontrybucji [...]. [Gen.] Pawlenko [...] jest faktycznym dowódcą. [...] Otacza się jedynie Naddnieprzańcami, byłymi oficerami Petlury. [Oficerowie] służą przeważnie dla kariery i kawałka chleba. Ideowi są chyba tylko rzadkimi wyjątkami. [...] Regularnych żołnierzy naddnieprzańskich prawie nie ma. [...] By stworzyć regularną armię ukraińską, trzeba będzie większość tych ludzi zdemobilizować, gdyż są zdemoralizowani i do armii regularnej się nie nadają [...]". Mimo partyzanckiego charakteru UNA i braku kadry zawodowej gen. M. Omelianowycz-Pawlenko podjął się przekształcenia jej w regularne wojsko. Po rozpoczęciu polskiej ofensywy UNA podjęła działania zaczepne jedynie w niewielkim stopniu. Na pierwszy plan wysunęła się sprawa szybkiej rozbudowy wojska. 15 maja ogłoszono mobilizację dwóch roczników (1897/98) w powiatach mohylewskim, jampolskim i nowouszyckim. Nie było kłopotów z wyszkoleniem rekruta, ale odczuwano brak uzbrojenia. Mimo to strona polska, sama borykająca się z zaopatrzeniem, przekazała armii UNR od lutego do listopada 1920 roku: 30 tys. kb., 398 km., 38 dział polowych i 6 ciężkich, l tys. pistoletów, 40 tys. kompletów umundurowania, 29 tys. kompletów bielizny, 2 tys. namiotów oraz 17 samochodów ciężarowych. Dane te nie uwzględniały materiałów wojennych przekazanych przez 6 armię polską. Generałowie P. Szandruk i W. Salśkyj konstatują, że w drugiej połowie maja zaopatrzenie od sojusznika nadchodziło zgodnie z umową, ale nie w takiej ilości, by zaspokoić wszystkie potrzeby organizowanej armii. Trudności te bynajmniej nie odstaraszały organizatorów. Na zapleczu wojsk polskich rozpoczęty działalność ukraińskie komisje wojskowe, które czuwały nad przygotowaniem rezerw ludzkich na front i nad dalszą rozbudową wojska. Mobilizacja dała jednak znikome rezultaty, głownie z powodu zdezorientowania i bierności ludności. Angielski historyk E. Allen w pracy The Ukraine określił liczbę zmobilizowanych na 2-3 tys., ale zdaniem autora wynosiła ona około 5-6 tys., podczas gdy minimalne potrzeby wynosiły dziesięć razy tyle.

 

Tabl. 2. Skład armii UNR po rozpoczęciu sowieckiej ofensywy. Stan z 12 VI 1920 roku.

Jednostka

oficerowie

żołnierze wyzsk.

żołnierze niew.

konie wier.

konie artyl.

konie oboz.

kbk

km.

działa

szable

amun.

amun. art.

Zaporoska 1 DP

241

2757

278

516

57

210

923

39

7

283

36055

240

Wołyńska 2 DP

167

1807

278

330

16

190

612

36

1

198

48000

329

Żelazna 3 DP

795

3465

-

399

44

210

2988

80

9

273

284809

771

Kijowska 4 DP

175

1758

322

131

31

269

631

23

4

109

60000

600

Chersońska 5 DP

105

2144

423

220

4

144

698

17

2

125

60821

344

Sam. Pułk. Kawalerii

34

126

15

130

-

15

146

4

2

110

-

-

Siczowa 6 DP

225

1419

301

142

26

173

1217

-

12

127

-

-

Brygady Zapasowe

1072

1832

-

-

-

-

-

-

-

-

-

-

Razem

2814

15308

1617

1867

178

1211

 

 

 

 

 

 

 

Po upływie miesiąca od rozpoczęcia ofensywy Armii Konnej doszło do pierwszych starć na odcinku ukraińskim. Niewątpliwie w bolszewickich planach był to kierunek drugorzędny, ale żołnierzom UNA dało to czas na odpoczynek i uzupełnienie stanów bojowych. By uniknąć okrążenia i odcięcia od sił polskich rozpoczęto odwrót za Zbrucz. J. Naumenko stwierdza, że oddziały gen. M. Omelianowycza-Pawlenki „[...] stanowily efektywną osłonę [południowego] skrzydła armii polskiej". W starciach pod Kopajrodem, Łuczyncem i Ozaryncowem poniosły one duże straty, a 14 lipca przeszl linię Zbrucza. Przez następny miesiąc broniły rubieży rzek Zbrucz-Seret, czemu niewątpliwie sprzyjało ukształtowanie terenu. Jeszcze przed bitwą warszawską bolszewicy, nie mogąc zdobyć Lwowa, uderzyli w lukę, która wytworzyła się między 6 armią polską a grupą ukraińską w kierunku na Chodorów-Stryj. Jednak po kilku dniach krwawych walk żołnierze ukraińscy rozbili sowiecką 3 DP i l DKaw. W starciu tym brała również udział dywizja czerwonego kozactwa, tj. ukraińska dywizja bolszewicka. Tak więc walczyli tu Ukraińcy z Ukraińcami. W połowie lipca Komenda Główna UNR za zgodą J. Pilsudskiego skierowała odezwę do ukraińskiej ludności Ziemi Czerwieńskiej: „Teraz rozstrzyga się wasza dola i los Ukrainy. W takiej sytuacji nie wolno wam z założonymi rękami przypatrywać się, jak wróg dobijać będzie naszą nieszczęśliwą Ukrainę. W takiej chwili trzeba zapomnieć o wszelkich porachunkach, żalach i niesnaskach i wszystkim nam trzeba z orężem w ręku stanąć do obrony naszych praw najświętszych, za które już tyle krwi przelano na wszystkich krańcach naszej ojczyzny. Teraz chodzi nie tylko o zmaganie się Polaków z bolszewikami, teraz rozstrzyga się kwestia Halicji i kwestia Ukrainy. Jeśli nie chcecie pozostać niewolnikami, musicie i wy zabrać swój głos i czynami dowieść, żeście dojrzeli do wolności i życia samodzielnego. A więc do broni. Główna Komenda Wojsk Republiki Ukraińskiej, po otrzymaniu na to zgody od Naczelnego Dowództwa Wojsk Polskich, wzywa wszystkich Ukraińców halickich, aby ogłaszali się do [...] brygad zapasowych w Tarnopolu, Trembowli, Czortkowie i Stanislawowie". Niestety Haliczanie nie tylko nie odpowiedzieli na to wezwanie, ale uważali żolnierzy Republiki Ukraińskiej walczących u boku Polaków za zdrajców. Wrogą politykę uprawiał także rząd ZUNR dr. Jewhena Petruszewycza. W Małopolsce Wschodniej był jednak zbyt silny ukraiński partykularyzm prowincjonalny i świeża pamięć po klęsce w wojnie 1918-1919 roku. MSWojsk. i ND WP nie chciało dać oficjalnej zgody na werbowanie ochotników z terenów Galicji i Chełmszczyzny ze względów państwowo-prawnych. Prowadzoną już przez UNA akcję werbunkową MSWojsk. poleciło obserwować i zająć wobec niej stanowisko wyczekujące.

Armia Konna, która ruszyła w kierunku Lublina, pod Zamościem została zatrzymana przez walczącą w składzie 3 armii 6 DP gen. M. Bezruczki. Załoga Zamościa, walcząca w okrążeniu w dniach 29-31 VIII, nie tylko skupiła na sobie całość ofensywy Budionnego, ale pozwoliła zebrać Polakom siły i ruszyć do kontrnatarcia. Na froncie południowo-wschodnim 12 IX 3 armia rozbiła XII i prawe skrzydło XIV armii sowieckiej oraz osiągnęła linię rzeki Styr, 14 IX ruszyła do natarcia 6 armia polska. Dzień później po przegrupowaniu ruszyła także grupa ukraińska. Przeciwnikiem była 41 DP. By usprawnić forsowanie Dniestru, Naczelna Komenda Wojsk Ukraińskich podzieliła swe jednostki na trzy zgrupowania uderzeniowe:

1. Grupa prawa gen. O. Udowyczenki (3-5 DP) miała uderzyć na Czortków i osiągnąć Zbrucz;

2. Grupa środkowa gen. O. Zahrodśkiego (l, 2, 6 DP) otrzymała zadanie forsowania Dniestru w rejonie Niżniewa, a następnie kontynuowanie natarcia na Buczacz;

3. Grupa lewa gen. M. Omelianowycza-Pawlenki (Sam. DKaw.) miała utrzymać kontakt z polską 8 DP i nacierać na południe od Brzeżan.

15 września UNA liczyła 3 287 oficerów i 12 117 żołnierzy, z tego w pierwszej linii było 2 291 oficerów, 4 345 piechoty, 2 043 kawalerii. W skład uzbrojenia wchodziły: 44 działa, 324 km. i 6 samochodów pancernych. Był to więc odpowiednik pełnowartościowej dywizji piechoty, wsparty brygadą kawalerii. Ofensywa ta stanowi jedną z najchlubniejszych kart w historii ukraińskiej wojskowości. 18 IX wojska UNR osiągnęły granicę polsko-ukraińską na rzece Zbrucz, rozbiły 41 sowiecką Dywizję na której zdobyto 2 działa, 68 km., 915 wozów taborowych i 1 217 jeńców. Samodzielna Dywizja Kawalerii zdobyła sztab tej dywizji. 6 października doszło do zwycięskiej bitwy pod Nową Uszycą, gdzie 3 DP, tracąc 200 zabitych, zadała przeciwnykowi wielkie straty: 2 000 zabitych, l 000 rannych. Równocześnie z akcją zaczepną na froncie Ukraińcy rozpoczęli natychmiastowe uzupełnianie rezerw ludzkich i rozbudowę kolejnych jednostek. Z 6 DP i brygad rezerwowych utworzono 7 Dywizję Karabinów Maszynowych.

Z powodu braków uzbrojenia większa część nowo wcielonych przebywała w obozach szkoleniowych i wchodziła do walki jedynie na miejsce poległych bądź po uzupełnieniu zapasów, które otrzymywano od Polaków lub zdobywano na bolszewikach. 12 X zgrupowania bojowe podjęły kolejne akcje: grupa lewa nacierała na Letyczów, środkowa na Bar, a prawa w rejon Mohylewa-Żmerynki. Z postawionych zadań wywiązały się one znakomicie, ale 16 X dociera wiadomość o rokowaniach rozejmowych między Polską a Rosją Sowiecką. Ponieważ zawieszenie działań bojowych nie dotyczyło wojsk ukraińskich walki przybierają na sile. 18 października armia ukraińska dochodzi do linii Jaruga-Jałtyszów-Lityń, gdzie zastaje ją rozkaz o przerwaniu walki od godz. 24.00. Preleminaria zastają UNA w czasie, kiedy XIV armia sowiecka była kompletnie zdruzgotana- Przed armią polską stalą otwarta droga na Kijów, a kwestią godzin było zdobycie dla Ukraińców tak ważnych strategicznych punktów jak Żmerynka i Wapniarki. Nie pozwoliło to UNR w zdobyciu dogodnych pozycji obronnych, a bolszewikom umożliwiło ściągnięcie posiłków. Dowódzwo WP przewidując, że Rosjanie mogą podjąć lokalne działania przeciw grupie ukraińskiej, wzmocnili ją sześcioma polskimi pułkami. Choć rozejm obowiązywał do 9 listopada polskie działa już się więcej tu nie odezwały.

Na przełomie sierpnia i września 1920 roku ND WP zastanawiało się nad sytuacją wojsk UNA na wypadek rozejmu polsko-sowieckiego. Zdawano sobie sprawę, że dla UNR nie ma pokojowego rozwiązania, a zawarcie pokoju równa się wyrzeczeniu i podległości. Jako wyjście proponowano wzmocnienie armii sojuszniczej artylerią i kawalerią oraz natychmiastowe uzupełnienie stanów bojowych, tak by mogła ona niezwlocznie przystąpić do ofensywy. W razie gdyby z chwilą zawarcia pokoju UNA znajdowala się już na terytorium ukraińskim, dowództwo polskie miało poinformować o terminie odwrotu WP za linię demarkacyjną. Inaczej przedstawiałaby się sytuacja gdyby w chwili zawierania pokoju UNA znajdowało się na terytorium polskim. W sytuacji proponowano zawrzeć układ z UNR jeszcze przed podpisaniem pokoju. Proponowano przetransportowanie armii przez Rumunię w celu dalszej walki partyzanckiej lub do gen. P. Wrangla, gdy ten nie będzie przeszkadzał w samodzielnej wojnie. Za ostateczny środek uważano przedarcie się przez front. Kwatera UNA liczyła się z możliwością zawarcia separatystycznego pokoju, dlatego nieustannie postulowała wzmocnienie armii. W memoriale z 8 września proponowano:

1. Wzmocnienie tyłów armii brygadą polską;

2. Zorganizowanie bazy zaopatrzeniowej (40 tyś. karabinów, 50 dział z 5 tys. posków, mundury, buty oraz żywność);

3. Przekazanie armii 12 ciężkich dział;

4. Wcielenie jeńców bolszewickich narodowości ukraińskiej do armii;

5. Zaopatrzenie w bron techniczną: samoloty, czołgi i samochody pancerne;

6. Przydzielenie dwóch pociągów sanitarnych oraz poprawienie zaopatrzenia medycznego;

7. Czasowe umocnienie armii polskim batalionem kolejowym i pontonowym.

Celem dowództwa ukraińskiego było wzmocnienie siły ogniowej armii na wypadek samodzielnego kontynuowania wojny. W końcu września władze UNR przygotowywały się do nowej operacji wojskowej, której celem było opanowanie obszarów między Bobrem a Dniesterm, od Latyczowa aż po Bałkę. Zamierzano przenieść centrum wojny narodowo-wyzwoleńczej na tereny, gdzie istniały jeszcze rezerwy rekruta i zapleczę gospodarcze. „Stosownie do konwencji wojskowej armia ukraińska powinna była otrzymać wszystko niezbędne dla trzech dywizji, tj. na 50-60 tysięcy ludzi, lecz do tego czasu otrzymała zaopatrzenie tylko na połowę tej ilości, a uzbrojenia i obuwia tylko na czwartą część, przy czym z braku innych [mundurów] wydano 10 000 kompletów odzieży przeznaczonej dla jeńców". Szczególnie naciskano na udostępnienie czołgów, ponieważ jak argumentowano podniesie to morale i uwiarygodni sojusz wojskowy w oczach żołnierzy. Strona polska dostrzegała korzyści polityczne z faktu dalszego istnienia UNA na terytorium Ukrainy, ponieważ „[...] zbliżający się pokój przypuszczalnie nie będzie trwały, szczególnie gdyby bolszewicy skądinąd mieli rozwiązane ręce. Silniejsza armia ukraińska na [południowej] flance, mogłaby zawsze ich trzymać w silnym szachu, a tym samym umocniłaby pozycje militarne WP]". W tej sytuacji zdecydowano o zaopatrzeniu w 25 tys. kb., 200 ckm., 20 dział, 2 sam. pancerne, 2,5 min ztuk amunicji oraz mundury, środki sanitarne i weterynaryjne".

Między kwietniem a październikiem 1920 roku armia ukraińska wiernie dotrzymała sojuszu, a podczas pobytu w Małopolsce nie uległa demoralizacji i wrogiej propagandzie. Przez cały ten okres mimo ogromnych problemów kadrowych i zaopatrzeniowych przedstawiała ona siłę 1-2 pełnowartościowych DP. Żołnierz ukraiński, świadomy swego posłannictwa i zahartowany w walce, bił się wzorowo. Prezydent UNR zdecydował, że nie uznaje rozejmu i nie wycofa się poza linię demarkacyjną, lecz pozostanie na miejscu by bronić ostatniego wyzwolonego skrawka Republiki Ukraińskiej.

W nowej już sytuacji, rozkaz MSWojsk. RP z 21 X 1920 roku nakazywał wojskom UNA opuszczenie terytorium polskiego do 2 XI 1920 roku, traktowanych od tej pory jako armia neutralna. Ze strony WP następowało odwołanie wszelkich oficerów łącznikowych. W Polsce mieli pozostać jedynie dyplomaci z MSZ i MSWojsk., UNR oraz oficerowie ze składu Wojskowej Komisji Likwidacyjnej. Chorzy i ranni po rekonwalescencji mieli zostać odesłani do kraju jako osoby cywilne. Jednostki 3 armii rosyjskiej i kozackie miano traktować analogicznie jak UNA. Decyzja ta nic miała jednak żadnego znaczenia z uwagi na stanowisko Naczelnego Wodza, który nadal popierał samodzielną akcję UNR. Była ona jednak konieczna z uwagi na środowiska opozycyjne i bolszewików. Świadkowie tamtych wydarzeń zgodnie podkreślają pozytywne więzy łączące żołnierzy sojuszniczych armii. „Na podkreślenie zasługuje fakt - pisał M. Lepecki - że między wojskiem Petlury a oddziałami polskimi nie zachodziły nigdy żadne konflikty, a przynajmniej nigdy o nich nie słyszałem. Oficerowie ukraińscy byli niesłychanie grzeczni i salutowali zawsze pierwsi, nie zawsze nawet zważając na stopień. My, widząc tę dobrą wolę z ich strony, traktowaliśmy ich równie uprzejmie. Wielu naszych oficerów, pamiętając dawne czasy, gdy nie mieliśmy niepodległości i gdy trzeba było służyć w wojskach zaborczych, odnosiło się do petlurowców z dużym sentymentem". Symon Petlura, pomimo rozgoryczenia, rozumiał położenie Naczelnego Wodza, który był bezsilny wobec nacisków ze strony Sejmu i partii politycznych, prących ku temu, by - wykorzystując ostatnie powodzenia - dążyć do szybkiego zawarcia pokoju i nieprzeciągania wojny. Ale wśród żołnierzy ukraińskich, zwłaszcza wśród dowódców wszelkich stopni, postępowanie Polski było jak najostrzej krytykowane. Te wypowiedzi, żale i gorzkie wyrzuty były rzucane w oczy przede wszystkim tym Polakom, którzy znajdowali przy nich i do niedawna byli symbolem sojuszu i braterstwa. W tej sytuacji jedynym możliwym rozwiązaniem okazało się to, co Piłsudski mówił do Petlury 16 lipca 1920 n w Zamościu: „Ukraińcy sami muszą stworzyć fakty dokonane, które by dowiodły, że Ukraina istnieje. Takim faktem byłoby powstanie, które powinna zrobić Ukraina".




O problemie jeńców wojny polsko - bolszewickiej

 

„Niezawisimaja Gazeta" (19.10.00) zamieściła artykuł dra Zbigniewa Karpusa, pt. „Jeńcy zapomnianej wojny", przedstawiający polski punkt widzenia na problem żołnierzy Armii Czerwonej wziętych do niewoli w latach 1919-21. Publikacja jest następstwem inicjatywy placówki. Tekst artykułu: - "Konsekwencją każdej wojny jest oprócz licznych ofiar i zniszczeń, również problem jeńców, żołnierzy wziętych do niewoli w czasie walk na frontach. Odnosi się to także do wojny polsko-bolszewickiej lat 1919- 1920.

 
Przez wiele minionych dziesięcioleci sytuacją jeńców z tej wojny nikt się nie interesował. Zagadnienie to nie było także przedmiotem badań historyków. Dopiero od kilku lat, kiedy to w listopadzie 1990 r. M. Gorbaczow podczas wizyty w Polsce został zmuszony do ujawnienia prawdziwych sprawców zbrodni katyńskiej, los jeńców bolszewickich w obozach w Polsce znalazł się w centrum zainteresowań publicystów i historyków rosyjskich. Na łamach największych dzienników i tygodników rosyjskich, w tym również periodyków naukowych, publikowane są liczne artykuły pod wymownymi tytułami: Na długo przed Katyniem, Strzałkowo – polski Katyń, Tuchola – obóz śmierci, Tragedia polskiej niewoli i wiele tym podobnych.

Autorzy rosyjscy oskarżają w nich stronę polską o eksterminację od 40 do 80 tys. jeńców bolszewickich, którzy w latach 1919 – 1921 przebywali w polskich obozach jenieckich. W ten sposób strona rosyjska stara się usprawiedliwić mord oficerów i policjantów polskich w Katyniu, Twerze i Charkowie w 1940r.

W oparciu o zachowane polskie archiwalia można dokładnie odtworzyć sytuację jeńców rosyjskich przebywających w Polsce. Warunki ich życia różniły się znacznie od obrazu zagłady przedstawianego obecnie przez autorów rosyjskich. A jak było w rzeczywistości? W pierwszej fazie wojny polsko-bolszewickiej, w 1919 r., walki na froncie nie były zbyt intensywne, stąd też liczba wziętych do niewoli przez stronę polską żołnierzy rosyjskich nie była duża.

W listopadzie 1919 r. w Polsce znajdowało się tylko 7096 jeńców bolszewickich. Przebywali oni, podobnie jak i jeńcy ukraińscy wzięci do niewoli podczas walk o Galicję Wschodnią, w obozach zlokalizowanych w: Strzałkowie (położonym między Słupcą a Wrześnią), Dąbiu pod Krakowem, Pikulicach pod Przemyślem i Wadowicach. Obozów tych Polacy nie budowali specjalnie z myślą o działaniach wojennych prowadzonych na wschodzie. Przejęli je po zaborcach i okupantach, którzy zbudowali je podczas I wojny światowej dla własnych potrzeb.

            Oprócz jeńców wojennych w obozach, których liczba wzrastała, przebywali uchodźcy ze wschodu (przynajmniej na okres trwania kwarantanny sanitarnej) oraz osoby internowane na podstawie decyzji władz administracyjnych i wojskowych. Natychmiast po zjawieniu się pierwszych grup jeńców bolszewickich w polskich obozach wybuchały epidemie chorób zakaźnych (tyfusu, czerwonki, cholery, grypy).

W 1919 r. szczególnie trudna sytuacja sanitarno-epidemiologiczna wystąpiła w obozie zlokalizowanym w obiektach twierdzy w Brześciu Litewskim. Po kilku miesiącach istnienia obóz ten został zamknięty, a przebywający w nim jeńcy bolszewiccy przeniesieni zostali do innych obozów. Z zachowanych danych wynika, że w obozie w Brześciu zmarło z powodu trudnych warunków sanitarnych i epidemii ponad 1000 jeńców bolszewickich.

W wyniku wysiłków władz polskich, między innymi posłów na Sejm Ustawodawczy, sytuacja we wszystkich obozach w Polsce uległa na początku 1920 r. znacznemu polepszeniu. Walki polsko-sowieckie na Ukrainie rozpoczęte w kwietniu 1920 r., w ramach tzw. „wyprawy kijowskiej", nie miały wpływu na zwiększenie się liczby jeńców w polskich obozach. W ich wyniku wzięto do niewoli ok. 18 tysięcy żołnierzy rosyjskich, z których tylko niewielu zdążono odtransportować na tyły, na zachód. Większość z nich została odbita przez I Armię Konną dowodzoną przez S. Budionnego.

Dopiero Bitwa Warszawska, w następstwie której do polskiej niewoli (do 10 września 1920 r.) dostało się ok. 50 tysięcy jeńców bolszewickich, radykalnie zmieniła problem jeńców w Polsce. A dalsze walki na wschodzie dostarczały nowych jeńców. Można przyjąć, że po wstrzymaniu działań wojennych na froncie wschodnim (co nastąpiło 18 października 1920 r.) na terenie Polski przebywało łącznie ok. 110 tysięcy jeńców bolszewickich.

 
Są to obliczenia tylko teoretyczne, gdyż część jeńców (ok. 25 tysięcy) zaraz po dostaniu się do niewoli lub też po krótkim pobycie w obozach ulegało agitacji i wstępowało do oddziałów wojskowych rosyjskich, kozackich i ukraińskich walczących po polskiej stronie z bolszewikami (armia gen. Stanisława Bułak-Bałachowicza, 3 armia rosyjska gen. Borysa Peremykina, brygada kozacka esauła Aleksandra Salnikowa, brygada kozacka esauła Wadima Jakowlewa i armia Ukraińskiej Republiki Ludowej).

Nie zawsze jeńcy ci w swych decyzjach kierowali się pobudkami ideowymi. Tak więc jesienią 1920 r. w Polsce było maksymalnie ok. 80-85 tysięcy jeńców rosyjskich. Strona polska nie była przygotowana na zapewnienie takiej liczbie jeńców, w krótkim czasie, odpowiednich warunków lokalowych i sanitarnych. Tym bardziej, że kraj był zniszczony niedawnymi walkami, a nie uzyskano od innych państw pomocy, o którą zwracano się.

Dlatego też, szczególnie na przełomie 1920/1921 r. sytuacja sanitarna, a także i aprowizacyjna w obozach, w których przebywali jeńcy rosyjscy była trudna. Doprowadziło to do ponownego wybuchu epidemii chorób zakaźnych i w konsekwencji do śmierci wielu jeńców. W żadnym wypadku nie ma podstaw do posądzeń władz polskich o celową i zaplanowaną politykę głodzenia czy też eksterminacji jeńców bolszewickich.

Już od lutego 1921 r., sytuacja w obozach, w wyniku dużego wysiłku polskich władz wojskowych, radykalnie się polepszyła. W połowie marca 1921 r. rozpoczęła się długo oczekiwana i odwlekana, bynajmniej nie przez stronę polską, akcja wymiany jeńców między Polską a Rosją Sowiecką. Trwała ona do połowy października 1921 r., w wyniku czego do Rosji odesłano 65.797 jeńców, a do Polski powróciło 26.440 żołnierzy. Oprócz tego pozostało jeszcze w Polsce 965 jeńców bolszewickich, którzy mieli być gwarancją dla władz polskich, że strona sowiecka odeśle wszystkich polskich oficerów wziętych do niewoli.

Na początku 1922 r. grupa ta została wysłana do domów na wschód. W myśl polsko-rosyjskich ustaleń wymiana jeńców była dobrowolna. Z możliwości pozostania w Polsce skorzystało około 1000 jeńców bolszewickich, którzy zadeklarowali swoją decyzję pisemnie. Zostali oni następnie zwolnieni z obozów. Oprócz tego ok. 1000 jeńców bolszewickich: Łotyszy, Niemców, Węgrów, Austriaków wyraziło chęć powrotu do swych ojczyzn.

W wyniku porozumień władz polskich z przedstawicielstwami dyplomatycznymi tych państw zostali oni tam odesłani. Biorąc powyższe dane pod uwagę można stwierdzić, że w niewoli polskiej zmarło maksymalnie 16-18 tysięcy jeńców rosyjskich (ok. 8 tysięcy w obozie w Strzałkowie, ok. 2 tysiące w Tucholi i ok. 6-8 tysięcy w innych obozach) przez cały trzyletni okres pobytu w Polsce. Twierdzenie, że zmarło ich więcej, 60 czy też 100 tysięcy jest zdecydowanie przesadzone i przede wszystkim nie oparte na wiarygodnych, a praktycznie żadnych źródłach.

Sprawa, która wywołuje kontrowersje jeszcze obecnie i jest eksponowana przez historyków i publicystów rosyjskich, dotyczy liczby zmarłych w obozie w Tucholi jeńców bolszewickich. Ten problem został podniesiony już w 1921 r., kiedy to w emigracyjnej prasie rosyjskiej ukazującej się w Warszawie, pisano o Tucholi jako o „obozie śmierci", w którym zmarło rzekomo 22 tysiące czerwonoarmistów.

Następnie, zarówno niektórzy polscy jak i sowieccy, a obecnie rosyjscy historycy i dziennikarze często się na te rewelacje powołują. Nie zwracali oni i obecnie nie zwracają uwagi na fakt, czy możliwe jest, że tylu jeńców poniosło śmierć przez tak krótki okres pobytu w Tucholi (od końca sierpnia 1920 do połowy października 1921 r.). Tak wysoka śmiertelność (ponad 2 tysiące osób miesięcznie) musiałaby znaleźć potwierdzenie w dokumentacji wojskowej, władz administracyjnych, lokalnej prasie czy też w sprawozdaniach przedstawicieli polskich i międzynarodowych organizacji charytatywnych wizytujących często obóz jeńców w Tucholi.

 
W swych twierdzeniach historycy ci nie powołują się na żadne wiarygodne materiały archiwalne. A materiały te, choć rozproszone, zachowały się licznie nie tylko w polskich archiwach. Na ich podstawie można jednoznacznie stwierdzić, że w Tucholi w okresie rocznego pobytu zmarło, w zdecydowanej większości na choroby zakaźne, maksymalnie ok.1950 jeńców bolszewickich. Jest to liczba ponad 10-krotnie mniejsza od poprzednich twierdzeń.

Cmentarze, na których zostali pochowani jeńcy bolszewiccy, zlokalizowane w pobliżu obozów, przez cały okres międzywojenny były otoczone opieką władz polskich. Były one ogrodzone, uporządkowane i ustawiono na nich skromne obeliski. Zakończenie wymiany jeńców między Polską a Rosją Sowiecką nie doprowadziło do zamknięcia działających w Polsce obozów. Istniały one nadal i przebywali w nich internowani, byli wojskowi sojusznicy Polski z okresu wojny na wschodzie, a mianowicie: Ukraińcy atamana S. Petlury, Rosjanie z formacji gen. B. Peremykina i gen. S. Bułak-Bałachowicza oraz Kozacy z jednostek dowodzonych przez esauła Jakowlewa i Salnikowa.

 Duża część żołnierzy tych formacji wywodziła się z jeńców bolszewickich, którzy dobrowolnie wyrazili zgodę na wstąpienie do tych oddziałów. Po niepowodzeniach na froncie i samotnej walce oddziały te przeszły w listopadzie – grudniu 1920 r. na polską stronę frontu i następnie zostały, zgodnie z postanowieniami polsko-sowieckich preliminariów pokojowych podpisanych 12 października 1920 r. w Rydze, rozbrojone i internowane w obozach (było ich około 30 tysięcy żołnierzy wraz z rodzinami). Przebywali w nich do sierpnia 1924 r., kiedy to ostatni obóz dla internowanych został w Polsce zamknięty.

Część z nich, ok. 5000 skorzystała z amnestii władz sowieckich i w 1922 i 1923 r. powrócili do swoich domów. Pozostali otrzymali prawo osiedlenia się w Polsce (na prawach obcokrajowców) lub wyjechali do pracy do Francji, czy też Brazylii. Ci z nich, którzy zdecydowali się na pozostanie w Polsce dali początek, istniejącym jeszcze do dzisiaj, koloniom Rosjan i Ukraińców w niektórych miastach kresów zachodnich II Rzeczypospolitej, jak np. w Poznaniu, Kaliszu, Bydgoszczy, Toruniu, Grudziądzu czy też Gdyni.

W okresie międzywojennym grupy te były widoczne w życiu tych miast i dobrze zorganizowane. Byli internowani i jeńcy kultywowali swoje tradycje narodowe oraz religię, wówczas to w miastach Polski zachodniej rozpoczęły działalność między innymi parafie prawosławne. Po wkroczeniu na te tereny w 1945 r. Armii Czerwonej wielu przedstawicieli tych społeczności zostało aresztowanych i wywiezionych do obozów daleko na Wschód, podobnie jak i liczni Polacy z tych terenów. Ci, co przeżyli, powrócili do rodzin i przybranej ojczyzny. Kolonie te istnieją do dnia dzisiejszego i świadczą o tym, że emigranci z Rosji znaleźli w Polsce swoją drugą ojczyznę."

Obozy internowanych żołnierzy armii URL w Polsce.

Pierwszych żołnierzy armii URL internowano w Polsce w końcu 1919 w Łańcucie, po załamaniu frontu ukraińskiego. Niedługo później zorganizowano z nich 6 Dywizję Strzelecką. Po porażce armii URL w 1920 i przejściu jej na terytorium Polski w ilości około 20 000 żołnierzy, rozmieszczono ich w kilku obozach internowania . Łańcucie, Aleksandrowie Kujawskim i Kaliszu, oraz mniejszych w Wadowicach i Piotrkowie Trybunalskim.

W połowie 1921 internowanych przeniesiono z Łańcuta do Strzałkowa, a w końcu 1921 z Aleksandrowa do Szczypiorna. W obozach tych, jak i w sąsiednim Kaliszu, internowani mieszkali aż do likwidacji obozów w połowie 1924.

Mundury naszych ludzi były w łachmanach. Niektórzy oficerowie nie mogli wstawać z łóżek,  gdyż nie mieli już niczego co mogliby na siebie założyć” – pisał o pierwszych miesiącach  w obozie internowania Pawło Szandruk. Gdy specjalna polsko-sowiecka komisja rozmawiała z internowanymi o powrocie na Ukrainę, polskie kierownictwo obozu aresztowało kilku wysokich oficerów  ukraińskich, a szef sztabu generalnego gen. Stanisław Szeptycki powiedział  ponoć kraińskiemu generałowi i ministrowi emigracyjnego rządu URL Wołodymirowi Salskiemu: –  "Wynoście się z Polski wy szmaciarze".

Przygnębienie, poczucie klęski i opuszczenia, tęsknotę za ojczyzną – to wszystko musiał wyczuwać marszałek Józef Piłsudski, który wizytując 15 maja 1921 r. obóz w Kaliszu mówił do ukraińskich oficerów: „Ja was przepraszam, panowie, ja was przepraszam – to miało być zupełnie inaczej”.

Ci, którzy wracali na sowiecką Ukrainę, kończyli tragicznie. Tak jak gen. Jurij Tiutiunnyk, dowódca nieudanej wyprawy, która jesienią 1921 r. wyruszyła z Polski, by wzniecić na Ukrainie ogólnonarodowe powstanie. W 1929 r. został aresztowany, przewieziony do Moskwy i bez procesu rozstrzelany. Albo gen. Wiktor Pawlenko, niegdyś, w 1917 r. szef ochrony  powietrznej naczelnego dowództwa Rosji carskiej, później zaś dowódca wojsk powietrznych URL. Osobiście zorganizował cztery pułki myśliwskie i eskadrę bombowców. Na rodzinnym Kubaniu otrzymał posadę stróża w kołchozie. Zmarł z głodu w 1932 r.

Ukraińscy żołnierze godzili się więc z losem emigranta. Wtapiali się w otaczające ich życie, żenili z Polkami, a baraki powoli zamieniały się w domy i mieszkania.

Szczypiorno to dziś dzielnica Kalisza. Po obozie dawno nie ma śladu. Ostatnia pamiątka to zagubiony wśród kiełkującego zboża mały cmentarzyk. Deszcze dawno wypłukały nazwiska z połamanych, żołnierskich krzyży. I tylko skromny pomnik informuje: „Tym co umarli, ale nie zdradzili Ukrainy. Armia Ukraińska 1923”. W bramie, która mogła być bramą obozu, ciężarówki wzbijają tumany kurzu. Dziś jest tu fabryka mebli. Ukraińcy, którzy przeżyli w Szczypiornie  II wojnę, zostali po wyzwoleniu przekazani Armii Czerwonej i wywiezieni.

Marian Kryciński ze Szczypiorna, dziś ponaddziewięćdziesięcioletni staruszek, wspomina czasy międzywojenne: – Kiedy lager stał, nie było różnicy czy nasz, czy Ukrainiec. Do szkoły  ich dzieciaki z naszymi razem, do pracy my z nimi razem. Kto tam by się zwiedział, któren  jest który. Fachowcy byli pierwszorzędni: ślusarze, maszyniści, kowale. Orkiestrę mieli jedną, drugą, znane były w okolicy.

W obozach rozwinęła się działalność kulturalna i oświatowa . działały chóry, grupy teatralne, stowarzyszenia sportowe, wydawano kilka gazet, prowadzono kursy czytania i pisania dla analfabetów, działało gimnazjum w Kaliszu oraz uniwersytet w Łańcucie i Strzałkowie. Ilość internowanych stopniowo malała, między innymi wskutek wyjazdów do Czechosłowacji i Francji. Po likwidacji obozów internowani żołnierze otrzymali status emigrantów politycznych.

Nie będzie zapomnianych mogił., Nikolaj Jakimienko, "Holos Ukrajiny" 

Tragiczne losy armii Ukraińskiej Republiki Ludowej przez lata pozostawały nie znane na Ukrainie. Tymczasem w Polsce swojego czasu było internowanych ponad 30 tys. żołnierzy, wraz z głównym atamanem S. Petlurą. Wielu z nich umarło na skutek odniesionych ran i chorób. Obfite żniwo zebrała zwłaszcza epidemia tyfusu w 1923r. Dziś o pobycie żołnierzy URL na terytorium Polski przypominają liczne cmentarze, z których większość, niestety, znajduje się w opłakanym stanie.

Sytuacja ta jednak powoli ulega zmianie. Porządkowaniem mogił postanowili zająć się harcerze. W listopadzie ubiegłego roku do Kalisza, na zaproszenie ZHP, przyjechała grupa przedstawicieli organizacji młodzieżowych z Ukrainy, wraz z komendantem międzynarodowego zrzeszenia młodzieżowego “Pamięć bez granic” Siergiejem Godlewskim. Zdecydowano wtedy, że grobami zaopiekuje się młodzież ukraińska. Pierwsza, 33- osobowa grupa przybyła do Kalisza 19 lipca. Inicjatorem wyjazdu była organizacja skautowska “Plast”. Najpierw uporządkowano mogiły w Szczypiernie pod Kaliszem. Po zakończeniu pracy na uroczystym apelu zabrzmiał hymn Ukrainy, zmówiono modlitwę “Ojcze nasz”, a na grobach zapłonęły znicze. Na krzyżach umieszczono trójząb- herb Ukrainy, oraz niebiesko- żółte wstęgi. Uporządkowano także cmentarze w innych miastach Polski, w tym w Warszawie. Wg słów jednego z uczestników akcji, działania młodych Ukraińców wszędzie spotykały się z dużą życzliwością oraz pomocą ze strony miejscowych władz i osób prywatnych. Sprawa była też obszernie przedstawiona w mediach. W Kaliszu przemianowano nawet jedną z ulic prowadzących do cmentarza na Ukraińską.

Akcja nie była jednorazowa, zakłada się dalszą współpracę “Plasta” z ZHP. Prawdopodobnie jesienią organizacje podpiszą porozumienie w tej sprawie. Wcześniej jednak młodzi ludzie spotkają się na Wołyniu, gdzie będą porządkować mogiły żołnierzy Piłsudskiego, poległych tu w czasie I wojny światowej.

c3d.jpg

kalisz17a.gen.jpg

kalisz17ab.gen.jpg

kalisz17gen.jpg

lublin.jpg
pra03.jpg

pra33.jpg



Składam serdeczne podziekowania dla Panów Tomasz Schroedera i Kazimierzaa S. Ożóga za udzielenie zgody na publikacje zdjęć.
Polecam odwiedzenie witryn autorów.




Пам'ять без кордонів

pamiatЗ 19 по 26 липня 2004 р. на території Польщі відбулося міжнародне молодіжне таборування «Пам’ять без кордонів», яке мало на меті відновлення кладовищ вояків Української Народної Республіки. Організаторами заходу від України стали: Всеукраїнська молодіжна громадська організація «Молода просвіта», Волинська організація Молодіжного націоналістичного конгресу, Станиця Луцьк Пласту Національної скаутської організації України за підтримки відділу молоді Луцького міськвиконкому. В Польщі проведенню табору сприяло ZHP– Об’єднання гарцерів Польщі.

Перший етап програми відбувався 30 вересня – 5 жовтня 2003 р. Тоді група молоді у складі 10 чоловік – члени Молодіжного націоналістичного конгресу і Пласту – оглянула три цвинтарі поблизу міста Каліш. На них було наведено елементарний лад, а на одному проведено дослідницьку роботу стосовно встановлення кількості та місця могил. Упродовж осені 2003 р. – весни 2004 проводилася підготовка до ІІ етапу – праця в архівах, досягнення домовленості з органами влади, Церквою.
        Завданнями другого етапу були:
        – впорядкування могил вояків армії УНР, збір та систематизація історичних фактів, відомостей про їх проживання;
        – налагодження співпраці з молодіжними та громадськими організаціями Польщі, зокрема з Об’єднанням гарцерів Польщі.
        Першим етапом роботи стало впорядкування цвинтаря вояків армії УНР на околиці Каліша (колишнє село Щипйорно). Цвинтар був започаткований німцями у 1914 р. В 1922 р. під час заселення табору для інтернованих воїнами УНР на цвинтарі в Щипйорні було поховано 197 воїнів армії Української Народної Республіки. В 1922-1923 рр. на цьому цвинтарі було додатково похоронено близько 500 воїнів армії УНР. Саме цей факт був головною мотивацією в прийнятті ініціативи у 1923 р. інтернованими українськими воїнами в калішському таборі. Вони, не маючи ніяких субсидій, зайнялися цвинтарем та могилами своїх товаришів по боротьбі. Після ІІ Світової війни залишений без опіки цвинтар був повністю спустошений. Могили було зрівняно з землею, цвинтар став пустищем, де-не-де виднілися тільки фрагменти надгробних плит з характерним символом тризуба.
        У 1992 році з ініціативи Об’єднання українців у Польщі почалася реконструкція забутого цвинтаря. Вже до кінця 90-х рр. було встановлено меморіальний пам’ятник, відновлено огорожу кладовища.
        Цього року учасники табору з України за допомогою польської сторони, якою керує комендант польських гарцерів міста Згеж Ярослав Гурецький, навели лад на цвинтарі, пофарбували огорожу, зробили приблизний план цвинтаря. Інвентар для роботи було надано польською стороною і по двох днях виснажливої праці все стало на свої місця. На залишках хрестів замайоріли синьо-жовті стрічки, було впорядковано пам’ятний хрест, що знаходиться за межами кладовища, але початково був його центром. По закінченню робіт українська молодь зустрілася з президентом міста Каліш. Після урочистого вшанування пам’яті героїв України в Щипйорні учасники табору відвідали ще два цвинтарі у місті Каліш: «На рогатці» та Майкове. Було зворушливо бачити синьо-жовті стрічки на хрестах, пов’язані ще під час попередньої поїздки. На одному з цвинтарів є загроза зникнення українських поховань. Існує традиція, що коли 20 років немає опіки над могилою, на її місці можуть ховати інших людей. Під час наступного етапу роботи планується генеральне впорядкування саме цих поховань, щоб попередити їх зникнення.
        На кінець поїздки українська молодь зустрілась з представниками Посольства України у Варшаві. Разом вони відвідали православне кладовище та вшанували пам’ять українських вояків біля пам’ятних обелісків, установлених у 2000 р. Посольством України в Польщі.
        Учасники табору також відвідали гарцерські домівки в Згежу та Лодзі, ознайомилися з побутом та звичаями польських скаутів. Заключна зустріч з польською молоддю відбулася у Вармінсько-Мазурському воєводстві, де проходив табір гарцерів міст Згежа та Катовиць, і куди була запрошена українська молодь.
        Історія кожної країни там, де її могили. Наш обов’язок – знаходити і впорядковувати їх. На обеліску в Щипйорні написано: «Тим, що вмерли, але не зрадили своєї країни». Ми Вас пам’ятаємо.

За Прес-службою Молодіжного націоналістичного конґресу

на фото: могили вояків УНР на Православному цвинтарі Варшави

Наше слово №35,29 серпня 2004 року



Ніна РОМАНЮК

Польський цвинтар на Волині. (Фото )

      ...Могилам слід віддавати шану, але не треба робити з них дороговказів. Ця вже крилата фраза мала б давно стати ключовою в українсько-польських стосунках, а саме у ставленні до мертвих, останки яких знайшли вічний спочинок по обидва береги Бугу не на своїй, а на чужій землі. Проте й досі вони залишаються заручниками у протистоянні політиків. Зерно ненависті, посіяне на національні грунти передбачливими кремлівськими політиками сталінсько-беріївського режиму, дало рясні сходи: і у Польщі, і в Радянській Україні плюндрувалося й нищилося, відповідно, все українське і все польське. Як наслідок — поруйновані українські церкви та цвинтарі у Польщі, занедбані римо-католицькі кладовища разом з костелами в Україні...

 

      І тільки тепер політики схаменулися: мертві ні в чому не винні. Їм треба віддати шану по-християнськи. І знайшлися люди і в Польщі, і в Україні, які роблять це не за гроші, не за дивіденди, а за покликом серця й совісті. Хоча у Польщі цими питаннями опікується ще й державне міністерство і фінансується ця справа з державного бюджету. Облаштуванням українських поховань за кордоном в Україні опікуються лишень ентузіасти — у держави руки до цього поки що не доходять, не кажучи вже про відповідне фінансування.

      Два таких ентузіасти зустрілися на Волині: керівник міського об'єднання ЗХП (об'єднання харцерів Польщі) польського міста Згєж Ярослав Гурецький та комендант історико-краєзнавчого табору «Прощаниця-2003», заступник голови Волинської обласної організації УНП Сергій Годлевський. Ярослав Гурецький давно цікавиться історією і займається пошуками та відновленням польських військових поховань. До речі, один-єдиний у Польщі, який робить це з власної ініціативи. На Волинь він приїхав у пошуках військового кладовища легіонерів армії Пілсудського часів Першої світової війни у селах Костюхнівка та Вовчиськ Маневицького району. Саме там, у Костюхнівці, він і познайомився із Сергієм Годлевським — регіональним науковим консультантом державної міжвідомчої комісії у справах увіковічнення пам'яті жертв воєн та політичних репресій, який приїхав розвідати, що ж тут поляки задумали зробити. Поспілкувалися, обмінялися думками й прийшли до висновку, що й українським краєзнавцям за Бугом теж непочатий край роботи. У місті Каліш, воєводство Лодзь, був розташований у 20-х роках минулого століття табір інтернованих вояків УНР, де перебувало до 30 тисяч представників українського війська. І їх могили розкидані по трьох кладовищах — у селищі Щепьорне й у двох сучасних мікрорайонах Каліша — «На рогатці» та Майково. Зрозуміло, поховання понищені часом, але найбільші руйнування зробив не час, а «СМЕРШ» та НКВД, які після визволення Червоною армією Польщі від німецьких окупантів знищували все, що ідентифікувалося з національно-визвольним рухом. Пройшовши Західну Україну, вони реагували на тризуб, як бик на червоне полотнище. Отож надгробки, хрести із зображенням тризуба знищували нещадно.

      Побачити все це треба було на власні очі. І вже у жовтні минулого року перша експедиція молодих волинян поїхала у Каліш. Те, що вони побачили на цвинтарях, вразило до глибини душі: на багатьох могилах хрести були поруйновані, територія кладовища не облаштована, а на вцілілих хрестах прізвищ уже не видно. Тут віяло запустінням і смутком. Смутком, що найкращі сини України, які мріяли здобути незалежність своїй державі, знайшли вічний спочинок у чужій стороні, а їхні нащадки, які вже живуть у незалежній Україні, ще й досі не віддали їм належну шану...

      Позначивши поруйновані безіменні могили синьо-жовтими хустинами та стрічками, трохи прибравши могилки, молоді краєзнавці поїхали в Україну, щоб знову сюди повернутися для належного облаштування військового цвинтаря у Щепьорному. У липні цього року у Польщу вирушило 33 представники не лише Волині, а й членів «Молодої просвіти», «Молодіжного націоналістичного конгресу» та «Пласту» з Києва, Вінниці, Полтави, Тернополя, Чернігова. Історія заснування цього військового цвинтаря у Щепьорному бере свій початок із 1923 року.

      Інтерновані вояки армії Української Народної Республіки мешкали в таборі у бараках і приречені були на напівголодне існування. Та найбільше гнітили невизначеність і туга за Батьківщиною. Ситуація, в яку потрапили ці люди, була трагічною. Повернутися додому вони не могли, бо там — більшовики, смерть і Сибір, це у ліпшому випадку. Існувати тут теж була несила, бо в Україні залишилися сім'ї. Коли читаєш в архівах анкети інтернованих, розумієш увесь трагізм становища цих людей. Були серед них молоді, неодружені, які могли одружитися тут, у Польщі, якось прилаштуватися. А люди середнього віку, офіцерський склад страждали найбільше. В анкетах вони писали: «Був одружений. Мав двох дітей. Доля сім'ї невідома». І багато з них просто зламалися. Вже пізніше, у 30-х, почалася хвиля еміграції, і багато хто виїхав до Канади, США. Це був український цвіт, який в'янув на чужині і гинув.

      І про цей цвіт ми так мало знаємо. Уявіть собі цю людську масу в бараках, в антисанітарних умовах. Зрозуміло, що лютував тут тиф. Померлих почали ховати на діючому православному кладовищі, а потім почали ховати на вільній земельній ділянці неподалік табору. Ховали їх як солдат за військовими канонами — надгробні хрести однакового розміру і форми. Потім виявилося, що ця ділянка має власника. Назрівав скандал, і довелося звернутися до Пілсудського, який вже був маршалом Польщі. Кажуть, Пілсудський сам приїхав у табір. До його візиту вояки української армії одягнули свої потерті військові мундири, щоб зустріти почесного гостя як належить військовим. І Пілсудський звернувся до них із такими словами: «Панове! Я вибачаюсь. Я вибачаюсь. Я дуже вибачаюсь перед вами, що постала Польща і не постала Україна». Коли він говорив ці слова, у нього від хвилювання застряг клубок у горлі. Як солдат він розумів цих людей і співчував. Після того цвинтар отримав статус військового і на нього більше ніхто не зазіхав. І до війни його добре доглядали.

      У 1997 році за сприяння об'єднання українців у Польщі та міської управи Каліша на військовому цвинтарі було встановлено пам'ятник. На ньому такі слова: «Тим, що вмерли, але не зрадили України. Українська армія. 1923 рік». Українська молодь зробила на цвинтарі алейки, покосила траву, пофарбувала огорожу, встановили також кілька хрестів. На хрестах пов'язали синьо-жовті стрічки, а там, де хрести не збереглися, просто встромляли в землю жовто-блакитні прапорці.

      — На вшанування українських героїв приїхав віце-президент Каліша із букетом жовто-блакитних квітів. Наші пластуни і польські харцери стояли у почесній варті, віддаючи честь героям. Був надзвичайно зворушливий момент, коли бандурист заспівав козацьку думу. Бачив, як у польського гостя сльози виступили на очах, — згадує Сергій Годлевський. — До речі, вулицю, що веде до цього військового цвинтаря, вже перейменовано на Українську. Ми відчували велику гордість від того, що ми українці: коли співаєш на чужині Державний гімн, коли його слова «Ще не вмерли України ні слава, ні воля» вириваються з грудей і летять у високість неба, коли поляки, почувши наш спів, зупиняються і в шанобі слухають — то щось незабутнє.

      У Каліші є ще два кладовища, де покояться вояки армії УНР: це мікрорайон Майково, де поховані по секторах воїни різних армій. Тільки тут, на цвинтарі, може бути такий інтернаціонал. Тут примирилися колишні вороги, тут «жовнєж» армії більшовицької лежить неподалік петлюрівця, німець поруч із поляком і т. д. Тут живим треба вчитися у мертвих милосердя і гуманності. Друге кладовище — «На рогатці». Це древнє православне кладовище, засноване македонцями ще у ХVІІ столітті. Поховання тут у поганому стані, табличок із прізвищами немає. На останньому поховані вищі офіцерські чини УНР.

      А ще Сергій Годлевський об'їздив майже всю Холмщину в пошуках українських цивільних кладовищ. Ситуація з такими похованнями ще складніша: їх знищували безжально і час, і люди.

      — Їдеш дорогою, і як тільки в полі ростуть кущі — знай, що православне кладовище. Не знаю, чому, але заплетені вони здебільшого диким хмелем так, що пролізти в ті хащі неможливо, хіба що по-напівпластунськи. Дивишся на зруйновані хрести — і можна повнiстю відтворити, як їх нищили. Надгробки лежать повалені всі в один бік, наче після буревію, як дерева на лісоповалі. Просто йшли і монотонно збивали хрести і пам'ятники. Біля деяких кладовищ влаштували сміттєзвалища, як у селі Стрільці. Неприємне видовище, — згадує Сергій. — Особливо занедбані православні кладовища у гмінних містечках. Скажімо, у Грубешові, Красноставі, Томашові кладовища повністю зруйновані, деінде тільки знайдеш поодинокі написи. Занедбаний цвинтар і в самому Холмі, де похована українська еліта. Я був у 72 населених пунктах, і тільки в 6 православні кладовища впорядковані.

      Що ще впадає в око, коли їдеш Холмщиною, так це маленькі польські села на місці колишніх великих українських сіл. Поляки, напевне, боялися поселятися тут, бо не мали надії, що це надовго. Це ж саме бачив і на Мазурах, у районах під німецьким кордоном, куди заселяли українців на предковічні землі прусів. Там довго стояли порожні німецькі будиночки. І років з двадцять, як почалося заселення цих земель остаточно, — розповідає Сергій Годлевський. — Розповідали, що Червона армія з прусами чинила дуже жорстоко, як і з мазурами, які були хоч і польською етнічною групою, але всотали багато чого німецького. З ними було дозволено робити все: вбивати, гвалтувати, грабувати. Хто вцілів у цій вакханалії, змушений був утікати в Німеччину. Але в очищені в такий спосіб прикордонні райони вже соціалістичної Польщі люди боялися оселятися, бо, знову ж таки, не вірили, що це надовго, що сюди знову не повернеться Німеччина.

      До речі, діти українців, яких не депортували в Україну, які залишились в Польщі й асимілювалися, називають нині себе не українцями, а... православними. Такою, напевне, була ціна в обмін на право зберегти свою віру. Я зустрічався, наприклад, з українським священиком, він знає мову, а його син розмовляє тільки польською. А ось лемки вважають себе українцями, навіть сіллю українства. Такий собі регіональний націоналізм, що ми найкращі, найукраїнськіші. І немає в тому нічого поганого, це добре. Вони не ганять інших, але не втрачають національного начала. Багато ще чого цікавого вдалося побачити й почути під час своїх подорожей Польщею. Мені цікаво це і як історику, і як українцю.

      Якщо бути об'єктивним, то стан польських поховань на Волині теж не набагато кращий. У Колках, наприклад, людям дали ділянки під забудову на місці колишнього польського цвинтаря і у багатьох колківчан на городах покояться чиїсь останки. Невже була така гостра необхідність поселяти людей на людських кістках? Ще складніша ситуація у Ковелі — там величезне поховання легіонерів армії Пілсудського (до 400 вояків) і солдат австроугорської армії (до 1280) руйнується через те, що біля підніжжя гори, де є захоронення, зробили... піщаний кар'єр. Грунт цвинтарний просідає, сповзає, у піску люди знаходять людські черепи та кістки. Нещодавно на Волинь приїздив представник посольства Австрії в Україні, який цікавився ситуацією з ковельським військовим цвинтарем. Якщо мертві сраму не імуть, то живим мало б бути соромно...

      З 15 серпня польські харцери розбили свій табір у селі Костюхнівка, де впорядковуватимуть військовий цвинтар вояків армії Пілсудського. Їм допомагатимуть у цьому українці.